Posprzątajmy trochę.

maj 13, 2009 - autor: Małgorzata Eulalia

Podobno pokój, lub dom człowieka mówi dużo o nim samym.

Rozumieć to możemy na wiele przeróżnych sposobów.  Tylko jak to rozgryźć?

Mam bałagan- jestem bałaganiarzem? Ale to nie koniec. Pod pojęciem „bałaganiarz” da się zauważyć wiele ukrytych cech charakteru. Na przykład, roztargniony/ leń/ pozytywnie zakręcony/ lub człowiek który po prostu jest zalatany i nie ma czasu posprzątać.

Mam porządek- jestem poukładany? W największej liczbie przypadków to osoba zorganizowana/ bardzo spostrzegawcza / często przesadnie pedantyczna.

Płeć nie gra tutaj roli, w przekonaniach starszych pokoleń dziewczęta zawsze mają wszystko ładnie poukładane a chłopcy porozwalane po całym pokoju. Sama jestem antytezą tego stwierdzenia, przyznaję się bez bicia jestem bałaganiarą, rzucam rzeczy gdzie popadnie, i sprzątam kiedy bałagan sam zaczyna mi przeszkadzać i kiedy mam na to czas. Bo nie lubię sprzątać po łebkach.

Dla wielkiej rzeszy ludzi sprzątanie jest pewnego rodzaju rytuałem. Zetrą każdą drobinkę kurzu, każdy zaciek, poodkurzają 3 razy to samo miejsce, umyją wszystkie okna w domu, pozmywają wszystkie podłogi co dla innych równa się pojęciu- GENERALNE lub SEZONOWE porządki. A potem rzucą się na łóżko mówiąc- „O nie, już się nie ruszam” i następnego dnia pławią się w idealnym pachnącym świeżością uporządkowanym mieszkaniu.

Co jeszcze w naszym pokoju mówi o nas?

Rodzaj ozdób, kolor ścian, to czy mamy zasłony czy rolety, to czy mamy rozłożyste łoże czy też składaną kanapę, ilość „bibelotów”, pamiątek, książek na półkach, zdjęcia i obrazki na ścianach, to czy mamy dywan, wykładzinę czy gołe panele, to czy przy łóżku stoją kapcie, to czy mamy więcej niż 2 lustra, kalendarz na ścianie z pozaznaczanymi ważnymi dniami, kosmetyki na półce, szafa z ubraniami.

Wystarczy więc trochę poszperać w pokoju żeby się dowiedzieć wielu rzeczy o człowieku. Ale nie szperajcie bez zgody właściciela!

Dzisiejsze hasło dnia:

Pokaż mi swój pokój a powiem Ci kim jesteś.

Pozdrawiam!

święta strusia pędziwiatra.

grudzień 29, 2008 - autor: Małgorzata Eulalia

Tak.
Pędziwiatrowe święta Bożego Narodzenia.
Poczułam “Magię świąt” w tym roku może ze 3 razy w czasie całego ich trwania. Smutne, bo kiedyś czułam ją przez cały czas i jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Cóż.
Jak się było dzieckiem inaczej to wszystko wyglądało bo.. BO SIE NIC NIE ROBILO.. Otóż to.
Dzieci jedyne co musiały robić to utrzymać post (co i tak się nie udawało z racji podjadania w kuchni), trzymać silną wolę żeby nie zaglądać pod choinkę i wypatrywać pierwszej gwiazdki. To są zajęcia dzieci w czasie wigilli.
Nie powiem o obowiązkach dorosłych, bo je każdy zna i pamięta co robił jeszcze 3 dni temu.
Z czasem zauważa się momenty kiedy stajesz się chociaż trochę bardziej dorosłym człowiekiem i uderza Cię to, że w pewnych sprawach wolałbyś zostać dzieckiem.
Cenię sobie ludzi, którzy mimo, że są już grubo po 18, potrafią zachować w sobie duszę dziecka, beztroskę i taką niedbałość o rzeczy, które o dbałość nie zasługują.
Niestety niektórzy z moich przyjaciół, zauważam to z bólem serca już teraz brną w stronę człowieka sukcesu, nie widząc przyjemności i radości wokoło.

Pozdrawiam Was wszystkich w poświątecznym czasie. I życzę Wam na Nowy Rok 2009 odrobiny duszy dziecka. :)

Wylew treści żołądkowych.

listopad 15, 2008 - autor: Małgorzata Eulalia

Cholera jasna!
Moją frustrację wylewam teraz. Właśnie w tym momencie.
AAAAA!
Powiedzmy, że wylałam.

Ostatnio zauważyłam ogromny wzrost liczby “intelektualistów-artystów warszawskiej Chmielnej”. cóż.
Niektórych znam, niektórych nie.
Większość tworzy pozę, pozorny obraz, który znika zaraz gdy wracają do domu, uwalają się przed telewizorem i oglądają to “cholerne komercyjne MTV”. No zdarza sie. Wylewać o tym nie będe. Nie zmienię nic.

Rozumie mnie tylko jedna osoba. Która chciałaby żyć w latach 80′ w Los Angeles. Lub w wymarzonym “Paradise City”, żeby świat, lub chociaż jedno miasto na świecie było nastawione na artystów prawdziwych, z sercem, z pasją i.. brakiem 5000zł w kieszeniach. Pod burzą mocnych blond włosów, dzieje się burza. Z tornadem.. Jest to największa burza z jaką się w życiu spotkałam. I jest to najważniejsza dla mnie osoba..

W fotografii, malarstwie, muzyce szukamy czegoś co nas do reszty zachwyci. W tym rozumie mnie z kolei inna osoba, która myśli kategoriami piękna, piękna człowieka- jak Ja. Pod jej rudymi lokami, w głowie pełnej kotłujących sie myśli, czuję, że dzieje się podobnie jak w mojej. Znów się wylewam. I mam uczucie, że wylewam się całkowicie bez sensu.

Poza nimi, rozumiem siebie tylko ja.

Ostatnio czuję obecność Aniołów i przeznaczenia. Niesamowite, naprawdę.
Wszystko wskazuje na to, że właśnie Niebieskie Anioły, (a na pewno jeden) i los kierują moim życiem.
A raczej dają mi do niego siłę i nadzieję.
Oszalałam pomyślicie. Nie, zamknęłam się w takim małym magicznym światku z najbliższymi i więcej mi do życia i szczęścia nie trzeba.
Totalny wylew myśli,tylko też totalny brak spójnego przelania ich dalej. Z dzbanka do dzbanka, z dzbanka do dzbanka, z dzbanka do dzbanka..
Im dłużej się powtarza to “z dzbanka do dzbanka” tym głupsze sie to wydaje. hm.
Znów wylewam bez sensu.
Powracając..
W moim małym, magicznym świecie jest ciepło, miło, są też problemy ale zaraz znikają mierząc sie z zaufaniem i z… Miłością. Tak właśnie. Dużo troski, radości, dużo płaczu i tęsknoty. Wszystko się równoważy. Tak powinno być, równowaga, złoty środek.
Dobrze mi.

Dziękuję.

I żyjmy właśnie tak bo “W przebłyskach pamięci niewiele zostaje z pracy- zostaje to co odczuwaliśmy silnie, po ludzku, z dziecięcą naiwnością.”

Się wylałam.

Czy “wymęczyć” znaczy “nauczyć”?

październik 27, 2008 - autor: Małgorzata Eulalia

Do czego w życiu przyda mi się wiedza o Replikacji DNA, Mitozie, Mejozie, Liczbach Kwantowych czy o ruchu obrotowym po okręgu? Czy nie po to wybierałam klasę o profilu humanistycznym żeby w jak najmniejszym stopniu spotykać się z tymi okropnościami? Owszem po to. Ale widocznie od tego uciec tak do końca się niestety nie da.
Merde!
Męczę, dosłownie, męczę chemie, fizykę i biologię zupełnie nie wiadomo po co zamiast skupić się na przedmiotach które będę zdawać na maturze. Niestety wlicza się w to matematyka, która też raczej.. hmm jakby to: zakresy zbiory i inne tego typu masakry nie przydadzą mi się ni w ząb w życiu codziennym.
Odpowiedź nauczycielki chemii na pytanie “Proszę pani, czy to jest przydatne na codzień?” jest następująca “Nie. Ale gdybyś JEDNAK chciała zdawać chemię na maturze, wtedy Ci się przyda.” NO CHRYSTE!
To po grzyba wybierałam ten profil? UWAGA!-żeby JEDNAK nie zdawać tego na maturze.! Bez sensu i już.

I niestety większość ludzi na moim profilu twierdzi to samo. Ze zakres materiału jest dobrany bez sensu ładu i składu ani bez poprawki na nasze upodobania i ograniczenia. Przynajmniej tego ścisłego.
Bo historii i polskiemu nie mamy nic do zarzucenia. Miał być rozszerzony i JEST, i to BARDZO.

Wszyscy chodzą niczym trupy. Już w poniedziałek jesteśmy zmęczeni samym poniedziałkiem. Funkcjonujemy z hasłem “OBY DO PIATKU” lub “OBY DO DLUZSZEJ PRZERWY”.
Czy zmęczenie przyczynia się do efektywności naszej edukacji? Ani troszeczkę. I koło się zamyka..
Na szczęście przysługują nam 2 najświętsze dni w życiu licealisty- sobota i niedziela.
Nowe przykazanie brzmi
“Dzień święty trzeba przespać a noc świętą przeimprezować.”

“NOT FOR SILLY BITCHES ON DIET.”

Arevoir.

A cóż to? śródmieście.

październik 16, 2008 - autor: Małgorzata Eulalia

“Ze światła poczęte, moje miasto
Z deszczu wyżęte, moje miasto.”

Dzień jak co dzień, idę do szkoły tą samą wydeptaną przez siebie drogą.
Z dworca Śródmieście brnę podziemiami, staram się jak najszybciej bo nie jest to miejsce należące do najprzyjemniejszych w Warszawie.

Mijam kioski, bary, sklepy spożywcze, krawca i sklep „Wszystko za 4zł”. Po drodze mijam też 4 bary z kebabem, może nawet 5… niektóre bardzo blisko siebie i pośród zgiełku słychać tureckie rozmowy. Przechodzę obok nie zwracając na nie szczególnej uwagi, zwykła rutyna.

Idę dalej.

Japonka próbuje mnie namówić na tanie szorty, w tym samym czasie zostaję potrącona przez poirytowaną i biegnącą gdzieś Rosjankę. Widzący to czarnoskórzy panowie krzyczą za mną cytuję: „E! Łana diupa!” co ma znaczyć (przepraszam za wyrażenie) „ładna dupa” ale ich afrykański akcent wypacza nieco język polski. Orientalne zapachy przypominają mi o pobliskim sklepie indyjskim, zaglądam tam, z szerokim uśmiechem wita mnie ciemnooka hinduska z chustą na głowie. Zaczynam się zastanawiać, skąd tam tyle cudzoziemców.

Wchodzę po schodach ku górze i słyszę niemieckie rozmowy.
W szkole natomiast lekcji religii udziela nam ksiądz Claudio, z pochodzenia Włoch.
Wracam do metra, tam na tak zwanej Patelni spotykam muzykujących Indian, w pociągu siedzę obok Angielki uczącej się polskiego.

Po drodze do domu, mijam ukraińskich robotników stojących pod sklepem spożywczym i pijących piwo, no tak, tradycja polska, przecież jest już dawno po godzinie 13.

Ale czy ja aby na pewno jestem w Polsce?

Złośliwość rzeczy martwych.

październik 9, 2008 - autor: Małgorzata Eulalia

“We śnie, na jawie, spotkajmy sie na kawie”

Złośliwość rzeczy martwej. No tak!
Narodziny w 13 dniu miesiąca zobowiązują do życia w ciągłym pechu. Przynajmniej mam usprawiedliwienie.
Moi rówieśnicy unikają wszelkich wpadek, ja nie. Albo pech albo moja własna głupota, jednak wolę mówić że ciąży nade mną fatum.
Wykluczam głupotę bo “Głupi zawsze ma szczęście”, ja mam pecha więc eliminuje się samo przez się.

Naszą telefonią komórkową można nie powiem co zrobić. W każdym razie jest jak papier Velvet -do dupy.
Same kłopoty przez nią, a na moim telefonie po jakimś czasie powinna zapalać się czerwona lampka “stop SMSom” i do tego powinna wysuwać się łapka na myszy żeby przytrzaskiwać mi moje szybkie paluszki piszące 1000 wiadomości na minutę, w tym ferworze nie widzę uciekających daleko pieniędzy.
Ale nie zapala się lampka, ani nie wysuwa się łapka. Pomarańczowy operator komórkowy tylko na mnie żeruje, a miał mnie ostrzegać kiedy przegnę pałkę, kłamstwo kłamstwo i nieprawda.

Złośliwość rzeczy martwych.
Rano- nie chcę wstawać. Kołdra jest najcieplejsza i najmilsza jak nigdy indziej a poduszka najbardziej miękka jak tylko może być.
ładnie wyglądam- aparat fotograficzny odmawia posłuszeństwa, lub go w ogóle nie mogę znaleźć.
Ważna sprawa do załatwienia- telefon pada, wokół nikogo kto może podsunąć pomocniczy aparat lub po prostu ładowarkę i kontakt!
Ochota na jajecznicę- brak jajek w lodówce.

No i tak.

“Strach przed lataniem i głód doświadczeń
wstyd przed mówieniem sobie NIE WIEM.
Ogromna siła wyobrażeń.”

Francja Elegancja.

październik 7, 2008 - autor: Małgorzata Eulalia

“Wiedziało się, że zielony groszek najlepiej obiera Dziadziu, że w kąpieli można z piany zrobić sobie męski zarost, a ślimaki rzucane z trzeciego piętra bloku długo odbijają się od parapetów okien sąsiadów”.
Bonjour.

Francja Elegancja? Jem bułkę przez bibułkę.

Zaczynam moją przygodę z “WordPressem”. Chcę pisać i rozwijać się w tym kierunku a nie mam gdzie wylewać wszystkich swoich myśli.  Moje wspomnienia sięgają daleko, bardzo daleko, ale mnie interesuje moja teraźniejszość i przyszłość.
No cóż. Po miesiącu przebywania w placówce LICEUM zwanej, uczucia mieszają się jak ziarna w młynie. Ale nie o tym to ja chciałam teraz opowiadać, nie do końca o tym ale o to zahaczę.

“Choose life
Choose a job
Choose a cariera
Choose a family
Choose a fuckin’ television
Choose your friends
Choose your future
Choose life.”

W całym moim dotychczasowym życiu ten cytat trafia do mnie najbardziej. Wybieram to wszystko, staram się nie zaniedbywać żadnych z powyżej wymienionych (nawet odrobina telewizji dla relaksu musi być).
Zaraziłam się. Bakcylem dziennikarskim. Ale to już dawno, teraz już całkiem sie na dziennikarstwo rozchorowałam. Liceum i profil, na którym jestem otwiera przede mną wiele drzwi i pozwala posmakować chociaż trochę z dziennikarstwa. Myślałam że niestety młodzież nie do końca może rozwijać swoje pasje tak jakby chciała. Jednak z błędu wyprowadziło mnie czasopismo OP.CIT które ogłosiło konkurs na notkę antropologiczną, każdy może zgłosić swoją propozycję bez względu na wiek, tak więc próbuję swoich sił, tekst wyszedł mi w moim mniemaniu bardzo dobry i mam nadzieję na jakiekolwiek zauważenie przez komisję OP.CITu. Ale nie mówię hop.
Dwa i pół roku do matury to mało. Musimy przerobić ten sam materiał. który kiedyś uczniowie przerabiali w 4 lata, a my mamy na to 2 i pół roku. Niemożliwe? A jednak nie ma rzeczy niemożliwych.
Co innego, że jako uczniowie mamy mniej niż mało czasu i więcej niż dużo nauki, tydzień mija za tygodniem, ani się obejrzeliśmy kiedy minął pierwszy miesiąc. Gnamy bez sensu dzień za dniem, część rzeczy, których sie nauczyliśmy musimy powyrzucać z głów żeby zrobić miejsce nowym, następuje selekcja informacji, a skąd mamy wiedzieć co wyrzucić? to co nam sie nie przyda do matury, już na samym początku musimy skrupulatnie zastanowić się co nas najbardziej obchodzi a czym w ogóle nie zawracać sobie głowy. Niestety humaniści teraz muszą zawracać sobie głowę znienawidzoną matematyką, która będzie obowiązkowa na egzaminie dojżałości. Bywa i tak.
Pierwsze klasy już piszą pierwsze sprawdziany na poziomie maturalnym, niektórym wychodzi nieźle, inni załamują się totalnie, ale za chwilę zostają pocieszeni, że po to są w liceum żeby na maturze nie poszło im tak tragicznie.
Pocieszające? Raczej tak.